Niepełnosprawne dziecko w górach – czy to możliwe?
W górach jest wszystko co kocham
Niektórzy powiedzą, że to hasło dobre na zderzak samochodowy. Dla mnie nie. Dla mnie jest niemal jak motto życiowe. Kiedy dowiedziałem, że żona jest w ciąży oczami wyobraźni widziałem jak wspólnie chodzimy po górach, pokazując synowi jak piękny jest świat.





Miłosz

Niestety syn urodził się w 6 miesiącu ciąży z wagą 990 gramów. To znacznie wcześniej niż było planowane. Od początku walczył o życiu. Przeżył, jednak było wiadome, że na skutek doznanych wylewów będzie dzieckiem niepełnosprawnym z dziecięcym porażeniem mózgowym. Moje marzenia o wspólnych wyjazdach legły w gruzach.

Później odżyły na nowo, bo pomyślałem, że przecież i tak do któregoś roku życia nosiłbym go na plecach, nawet gdyby był zdrowy. Wkrótce doszedł kolejny problem - wzrok. Nikt nie był wstanie powiedzieć czy nasz syn widzi. Nie było żadnych reakcji wzrokowych. Mój syn miał nigdy nie zobaczyć piękna, którym tak zachwycamy się z żoną. Dopiero w szóstym miesiącu życia otrzymaliśmy potwierdzenie, że nasz syn widzi!





Moje dziecko w górach czuje się jak ryba w wodzie

Na pierwsze wyprawy ruszyliśmy kiedy nasz syn miał 8 miesięcy. Właściwie wtedy miał najbardziej komfortowe warunki. Cały czas trzymany w chuście niosłem go z przodu, a z tyłu plecak. Mały budził się na szczycie gdzie dostawał obiad. Cały dzień na świeżym powietrzu z rodzicami. Czy nie właśnie tego dzieci potrzebują? Dzisiaj jest starszy i pierwsze samodzielne wejścia na sam szczyt ma za sobą. Czasami trzeba go znieść w nosidle. Dzisiaj ma skończone 5 lat i jest zaprawionym turystą. Razem przeszliśmy już Bieszczady, Karkonosze, Beskid Śląski i Żywiecki, dwukrotnie Pieniny oraz Małą Fatrę.



Piękne widoki to tylko jeden z powodów dla których jedziemy w góry

Będąc w górach towarzyszy mi często uczucie, że jestem tylko ja, moja rodzina i piękno natury. Celowo wybieramy szlaki mniej uczęszczane. Dostrzec można wtedy również dzikość przyrody, a to coraz rzadsze w dzisiejszym świecie. W codziennej gonitwie zapominamy często, że najlepsze co możemy dać naszemu dziecku, to wspólnie spędzony z nim czas. Taką okazję dają nam wspólne zdobywanie górskich szczytów. To czas na kilkugodzinne rozmowy. To również czas nauki osiągania celu. Najpierw go wybieramy. Później planujemy zdobycie. A następnie ruszamy w drogę. Czasami droga nie jest łatwa, wręcz usłana różnymi przeszkodami. Dziecko trzeba motywować. Można to odnieść zwyczajnie do życia, w którym obieramy cel i drogę do jego osiągnięcia. Niestety wielu rzeczy nie da się przewidzieć, ale nasze dziecko będzie wiedziało, że zawsze może liczyć na pomoc rodzica.





Niemniej istotny powód to właśnie niepełnosprawność Miłosza. Spotykane przeszkody na górskim szlaku takie jak nachylenie terenu, korzenie, kamienie, przejście przez powalone drzewa, to doskonała terapia dla naszego syna. Jego kondycja fizyczna jak i koordynacja wzrokowo ruchowa poprawia się z każdym wyjazdem. Właściwie jestem pewien, że gdybyśmy mogli pozwolić sobie na częstsze wyjazdy to można by zrezygnować z jego fizjoterapii!

Odpowiadając na pytanie "Niepełnosprawne dziecko w górach – czy to możliwe?" TAK!

Dla nas niepełnosprawność dziecka i góry, to doskonałe połączenie.

Przeczytajcie relację z wycieczki Miłosza Mała Fatra – szlaki na 7 dni

O wszystkich wycieczkach górskich, a także zmaganiach Miłosza z codziennością można przeczytać na blogu palaszewski.com i na profilu FB.

Wszystkich tym, którzy chcieliby pomóc Miłoszowi w jego walce z mózgowym porażeniem dziecięcym zachęcamy do przekazania 1% swojego podatku. KRS 0000186434 cel szczegółowy Miłosz Pałaszewski 282/p. Wszystkie zgromadzone środki na subkoncie przeznaczone są na jego leczenie i rehabilitację.



comments powered by Disqus