Z przedszkolakiem do muzeum
Kiedy pogoda nie sprzyja spacerom po świeżym powietrzu, mamy dość kreskówek w kinach, byliśmy już na niedzielnym teatrzyku, poszaleliśmy z maluchem na basenie – i tym z wodą i tym z kulkami i szukamy pomysłu na ciekawe spędzenie wolnego czasu, może warto rozważyć wycieczkę do MUZEUM? I to wcale nie tylko takiego „dla dzieci” – z lalkami, bohaterami bajek czy budowlami z klocków! Zachęcamy, aby odwiedzać z najmłodszymi także te całkiem „dorosłe” muzea. Wystarczy trochę dobrych chęci, a taka rodzinna wyprawa okaże się bardzo ciekawa i odkrywcza zarówno dla młodszych, jak i starszych – tylko JAK TO ZROBIĆ?

PRZED WIZYTĄ W MUZEUM:

WYBIERZMY MUZEUM I WYSTAWĘ – zdecydujmy, które muzeum może zainteresować zarówno nas jak i nasze pociechy – sami znamy najlepiej zainteresowania swoje i naszych dzieci, po co wybierać miejsce, które kogoś z nas będzie nudzić? Niektóre duże muzea proponują kilka wystaw stałych i czasowych – radzimy wybrać 1-2 z nich, aby nie zmęczyć siebie i dzieci. Lepiej wrócić do danego muzeum drugi lub trzeci raz (i nawet drugi lub trzeci raz zapłacić za bilet) niż w ogóle zrazić dziecko do odwiedzania muzeów w przyszłości, bo jedynym co zapamięta będzie nuda i zmęczenie.

WYBIERZMY DZIEŃ I GODZINĘ – być może w wybranym przez nas muzeum jest dzień bezpłatnego wstępu? Dlaczego nie skorzystać z takiej okazji? Nie polecamy jednak zwiedzania muzeów z dziećmi w dni, kiedy organizowane są specjalne wydarzenia – noc muzeów czy dzień otwartych drzwi – muzea kuszą wtedy wyjątkowymi atrakcjami, ale ani dla nas, ani dla dzieci nie będzie atrakcją stanie w kolejce czy przeciskanie się w tłumie ludzi, aby cokolwiek zobaczyć. Godzina zwiedzanie też jest bardzo istotna – wybierzmy czas, kiedy dziecko nie będzie zmęczone, senne czy głodne. W dużych miastach weźmy pod uwagę, żeby tak zaplanować wyjście (i powrót z muzeum), aby uniknąć jazdy w zatłoczonym autobusie czy psującego wszystkim humor stania w korkach w godzinach szczytu.

ZADANIE DOMOWE DLA RODZICA - jeżeli sami nie jesteśmy ekspertami w konkretnej dziedzinie sztuki, techniki czy historii nie łudźmy się, że zdążymy przeczytać opisy przy poszczególnych eksponatach i przełożyć je „na żywo” na język zrozumiały dla kilkulatka. Przed wizytą w muzeum z dzieckiem polecamy odrobić „zadanie domowe” – na stronie internetowej danego muzeum na pewno znajdziemy nieco informacji nt. ekspozycji (czasami możliwe jest nawet wirtualne zwiedzanie, albo zapoznanie się z przewodnikiem dla dzieci – np. na stronie www.trasadlabobasa.pl) – spróbujmy zapamiętać to, co może okazać się najciekawsze dla naszych maluchów – jeżeli pamięć nas zawodzi zabierzmy ze sobą wydrukowaną „ściągę”.

SPRAWDŹMY ZAPLECZE – zapewne w większości muzeów można skorzystać z toalety, ale są też takie miejsca, w których znajdziemy przewijak – może się to okazać bardzo ważną informacją, jeśli na wycieczkę do muzeum zabieramy oprócz kilkulatka także jego młodsze rodzeństwo. Warto zawczasu sprawdzić czy w danym muzeum jest kawiarenka, w której możemy odpocząć i coś przekąsić po zwiedzaniu, a może w pobliżu jest jakiś lokal z udogodnieniami dla dzieci? Jeżeli będziemy o nim wiedzieć wcześniej (może nawet zarezerwujemy stolik), unikniemy męczącego poszukiwania odpowiedniego miejsca z marudzącym kilkulatkiem. W MUZEUM:

NIE DOTYKAJ, NIE BIEGAJ! – zanim wejdziemy na salę wystawową uprzedźmy malucha o obowiązujących w muzeach zasadach. Zamiast co chwila upominać dziecko wytłumaczmy mu, że biegając możemy niechcący coś potrącić, a dotykanie eksponatów może je zabrudzić lub zniszczyć. Umówmy się, że jeżeli dzieci zechcą nam coś pokazać, lub o coś zapytać mogą to wskazać palcem bez dotykania. Niektóre muzea (niestety nadal nieliczne) przygotowały „dotykalne” lub interaktywne eksponaty – warto skorzystać z tej możliwości i zaspokoić dziecięcy głód poznawania świata. A na wszelki wypadek – spróbujmy trzymać dziecko za rękę, żeby niechcący nie spuścić go z oka i nie narobić sobie nieprzyjemności…



Muzeum Archeologiczne w Krakowie - możemy tu pokazać dziecku jak wyglądali ludzie dawnej, jak się ubierali, czym się zajmowali i jak żyli.
(Klikając w zdjęcia przejdziesz do opisu muzeum)


MAŁE NOGI SZYBKO SIĘ MĘCZĄ - przecież bywa, że nawet dorosłych bolą nogi? Jeżeli jest taka możliwość – usiądźmy z dzieckiem. Jeżeli nie ma na to miejsca, usiądźmy nawet na podłodze (z dzieckiem na kolanach), możemy wziąć ze sobą do tego celu mały kocyk czy niewielką poduszkę. Korzyści ze zwiedzania na siedząco będzie wiele – nie tylko unikniemy zmęczenia - łatwiej nam będzie ujarzmić chęć ruchliwego kilkulatka do biegania i dotykania wszystkiego wokół. Poza tym zniżając się do poziomu malucha łatwiej nam będzie nawiązać z nim kontakt wzrokowy, opowiedzieć coś ciekawego o eksponatach (nawet zajrzeć do „ściągi”) oraz porozmawiać o tym, co widzimy, zapytać, co zaciekawiło naszą pociechę.

MAŁY CZŁOWIEK MAŁO WIDZI – głównie ze względu na swój niewielki wzrost. Zdecydowana większość eksponatów czy gablot umieszczana jest na wysokości dostosowanej dla dorosłego zwiedzającego i w niewielu miejscach mamy możliwość skorzystać ze specjalnych schodków czy podestów. Być może uda nam się kilka razy podnieść dziecko, aby lepiej zobaczyło to, co chcemy mu pokazać. Jeżeli jednak waga naszego kilkulatka przewyższa możliwości naszego kręgosłupa, spróbujmy przynajmniej popatrzeć na ekspozycję jego oczami i porozmawiać z nim o tym, co jest dostępne do oglądania z jego poziomu.

RODZIC-PRZEWODNIK – w wielu muzeach mamy możliwość zapłacić za usługę przewodnika (niestety czasami jest to nawet obowiązkowe…), często wiąże się to z koniecznością zwiedzania w grupie. O ile dla dorosłych jest to dość wygodne (nie trzeba czytać opisów eksponatów), dla kilkulatków w większości będzie nudne i męczące – nawet, jeżeli przewodnik będzie się starał zainteresować czymś najmłodszych, będzie to zapewne tylko niewielka część jego opowieści i może nawet nie dotrzeć do uwagi adresatów. Jeżeli mamy do wyboru opcje „przewodnik w grupie” lub „audioprzewodnik” zdecydowanie polecamy zwiedzanie indywidualne z audioprzewodnikiem – łatwiej nam wtedy będzie wybrać informacje ciekawe dla dziecka i dostosować tempo zwiedzania do jego potrzeb. Pamiętajmy, że zawsze to właśnie rodzic będzie najlepszym przewodnikiem dla swojego dziecka (oczywiście, dobrze jeśli choć trochę przygotuje się zawczasu do tej roli – patrz: „zadanie domowe”) – to on najlepiej zna jego zainteresowania swojej pociechy i wie jak rozbudzić w nim zainteresowanie czymś zupełnie nowym.

NUDNO TU… - jeśli my się nudzimy w danym muzeum, to pewnie i dziecku będzie nudno… Nasza wiedza oraz informacje zdobyte w trakcie odrabiania „zadania domowego” na każdej wystawie pomoże nam znaleźć coś, o czym możemy opowiedzieć maluchowi coś ciekawego – co ważne ciekawego nie tylko dla nas, ale i dla dziecka! Zwracajmy uwagę na reakcję malucha – jeśli po kilku słowach zauważymy, że nas nie słucha, zamiast na siłę popisywać się swoją wiedzą spróbujmy podążyć za jego wzrokiem i uwagą.

100 PYTAŃ DO – czasami dobrym sposobem, aby zwrócić na coś uwagę dziecka jest zadanie mu pytania i wysłuchanie, co ono ma nam ciekawego do powiedzenia o danym eksponacie, co je zainteresowało, zwróciło jego uwagę. Jeszcze lepiej, jak to dziecko samo zacznie zadawać nam pytania! Nie bójmy się odpowiadać! Jeśli nie znamy odpowiedzi możemy spróbować poszukać w naszej „ściądze”, w opisie eksponatu, zapytać pracownika muzeum, możemy umówić się z dzieckiem, że poszukamy wspólnie odpowiedzi w encyklopedii (czy w Internecie), a tym czasem puśćmy wodze fantazji! Nie wiemy do czego służył jakiś historyczny przedmiot albo „co artysta miał na myśli”? Na pewno nasz kilkulatek ma tysiąc gotowych odpowiedzi – zresztą dorośli też mogą przy okazji poćwiczyć swoją wyobraźnię!
comments powered by Disqus